A Travellerspoint blog

This blog is published chronologically. Go straight to the most recent post.

Pasażer na gapę

Berlin

6 °C

Wyruszyliśmy. Za nami etap 1, autobusem z Katowic dotarliśmy do Berlina. Nocna podróż przebiegła bez zakłóceń, odprawa podobnie. Siedzimy napojeni kawą (tudzież czekoladą) i czekamy...jeszcze 5 minut spacerem po lotniskowych korytarzach, samolot i fruuuu...za Atlantyk.
1000021260.jpg
Tymczasem znalazłam pasażera na gapę... Olaf nie mógł przegapić okazji podróży na kolejny kontynent!
1000021261.jpg

Posted by Kawki4 07:32 Archived in Germany Tagged berlin Comments (0)

Dżungla po raz pierwszy

Nowy Jork

semi-overcast 1 °C

Etap 2 zakończony.
Dostarliśmy przez Atlantyk do Nowego Świata, przywitał nas obsypany śniegiem widok zza okien samolotu. W sumie więc niewielka zmiana od tego co za oknem u nas, ale przecież na tym etapie niczego innego się nie spodziewaliśmy.

1000021267.jpg1000021268.jpg1000021270.jpg
W końcu pojawiła się betonowa dżungla.
1000021279.jpg

Po wylądowaniu plan powoli powymykał się nam spod kontroli.
Najpierw czekaliśmy na odprawę paszportową...w baaardzo długiej kolejce.
Potem czekaliśmy na bagaże...które wyskakiwały w czasie 1 sztuka na 5 minut.
A jeszcze potem czekaliśmy na busik do hotelu, który ponoć jeździ co 30 minut. Trochę w poczekalni, a trochę na przystanku, żeby czasem nie uciekł.
1000021386.jpg
Minęło jedne 30 minut, potem następne, i jeszcze następne...w końcu sfrustrowani poszliśmy na taksówkę. Tu już nieco mniej czekania, ale musieliśmy się ścisnąć w czwórkę na tylnej kanapie, a w dodatku taksówkarz jakiś taki mega nieogarnięty, jechał baaardzo bezpiecznie (czytaj: wolno) i naprawdę przez moment wątpiłam, czy wie gdzie jedziemy.
Na szczęście wiedział.
Znowu czekanie na recepcji, potem na kolejną taksówkę i nadszedł ten moment! Zaczęliśmy nasze spotkanie z Nowym Jorkiem.
W 26 godzinie naszej podróży zanurzyliśmy się w miejskiej dżungli, która w gigantycznymtempie wyssała z nas resztki sił i energii.

Mój plan minimum na Nowy Jork z konieczności został ograniczony i pocięty na kawałeczki. Zaczęliśmy zgodnie z oryginalnym planem: Punkt 1: promem ze Staten Island (z cyklu śladami Spidermana) dla panoramy na Statuę Wolności, Most Brookliński i oczywiście Manhattan.

Prom z Staten Island na Manhattan przez niecałe pół godziny wymroził nas niesamowicie, ale widoki wynagrodziły ten dyskomfort. Można nawet powiedzieć, że dzięki temu czekaniu i wszystkich opóźnieniach, zaliczyliśmy nocną panoramę, która zdecydowanie nie była w planach (panorama jak najbardziej, ale nie nocna).

1000021410.jpg1000021305.jpg1000021286.jpg

A co zrobiliśmy po wyjściu z promu? Kupiliśmy donaty i kawę na wynos!
1000021434.jpg1000021595.jpg

Punkt 3. Metrem do Central Parku.
Tutaj już zaczęły się cięcia naszej marszruty. Dojechaliśmy i owszem, do skraju Central Parku, ale spacer przez sam park obcieliśmy całkowicie. Żeby nie było - przeszliśmy jedną z bocznych alejek, jakieś 100 metrów ;) w dodatku realizując inny punkt z listy nowojorskiej - były hot-dogi w Central Parku!!!
1000021317.jpg6e4e45c0-ba1f-11ee-8d25-7d10c279a815.jpg1000021600.jpg

Punkty 4, 5 i 6 z zaplanowanej trasy nowojorskiej zostały wykreślone całkowicie, przeszliśmy od razu do punktu 7: Times Square. Po drodze wieżowce, beton, światła, syreny, klaksony...zawrot głowy gotowy.
1000021340.jpg1000021328.jpg1000021331.jpge93872c0-ba1e-11ee-a7f2-4f35d0dcb4bc.jpg1000021321.jpg1000021338.jpg

Niestety poziom zmęczenia sięgał zenitu, więc punkt 8 zamieniliśmy na metro. Pozostała już tylo podróż powrotna pociągiem na lotnisko i do hotelu. W teorii powinno być prosto i sprawnie...

Prawie było prosto i sprawnie..uciekł nam pociąg, bo nie umieliśmy zlokalizować wejścia na peron. Okazało się, że ruchome schody na peron kryły się za metalowymi drzwiami, które wystarczyło popchnąć, ominąć śpiącego bezdomnego i voila! Zjazd na peron otwarty! Ta niewiedza kosztowała nas następne 30 minut czekania, spotkanie z małym szczurem i myszą oraz odkrycie bardzo wygodnej poczekalni.
Na szczęście więcej czekania i opóźnień nie było (nawet hotelowy busik tym razem przyjechał całkiem szybko) , dojechaliśmy do hotelu i padliśmy.

Etap 2 zakończony, od wyjścia z domu minęło ponad 30 godzin! To był dłuuugi dzień, ale daliśmy radę!

Posted by Kawki4 18:51 Archived in USA Tagged new york Comments (0)

Gdzie wy mnie przywieźliście???

Alajuela, Kostaryka

sunny 28 °C
View CostaRica 2024 on Kawki4's travel map.

Jeszcze przed świtem pobudka (choć zegarki z czasem w Polsce pokazywały 10:30), szybka kawa w hotelu, busik, lotnisko...Etap 3-ci i ostatni podróży do Kostaryki przebiegał niemal bezproblemowo. Było tylko troszkę zamieszania, z którego terminala my właściwie lecimy, ale tym razem wszystko było na czas.

Pięć godzin później pod samolotem widać już było tylko różne odcienie zieleni, a temperatura wzrosła do 28 stopni.
1000021606.jpg
Bienvenido a Costa Rica!!!

W samolocie klimatyzacja, na lotnisku klimatyzacja, ale jest ten rękaw, którym przechodzimy z samolotu do budynku jej nie ma... i czuć uderzenie ciepła, wzmocnione przez nasze zimowe ubiory...
I jaki mamy pierwszy komentarz? "Gdzie wy mnie przywieźliście? Ja się tu ugotuję !"

1000021614.jpg

Na szczęście nikt się nie ugotował, nawet na dobre nie przegrzał, bo wiał dosyć mocny wiatr, który zdecydowanie zapobiega takim wydarzeniom.

Nasze pierwsze wrażenia? Oprócz ryzyka ugotowania się z ciepła, które nas otacza, same pozytywy jak do tej pory: ludzie niesamowicie mili, pomocni, kontaktowi. Gdzie nie dajemy rady po angielsku to w łamanym (moim) hiszpańskim łatamy komunikacyjne dziury.

W wypożyczalni samochodów czy w markecie spędziliśmy dwa razy więcej czasu niż konieczne bo trzeba bylo zapytać skąd, dokąd, na jak długo, co planujemy zobaczyć, co powinniśmy dodać do listy (większość miejsc mam, ha!).
Dzień uświetnił nam Huberth, pracownik sieci komórkowej. Chcieliśmy kupić karty sim, żeby mieć nawigację i kontakt ze światem. W efekcie nie tylko dostaliśmy karty sim z pakietem na 3 tygodnie, ale w czasie sympatycznej pogawędki o kobietach, związkach, jego dziewczynie, superbohaterach, zaletach i wadach poszczególnych sieci komórkowych w Kostaryce, karty zostały zainstalowane, aktywowane i jeszcze wpisał swój numer telefonu na wszelki wypadek... upewnił się do tego czy mamy niezbędne rzeczy na podróż (repelenty na komary, bo na 4 osoby na 3 tygodnie... bidony, bo tak, można tu bezpiecznie pić wodę z kranu; odpowiednią nawigację, bo Wase lepszy...itp, itd).

W końcu, uzbrojeni w samochód i nawigację, możemy zacząć nasze spotkanie z Kostaryką!

Dzisiaj nie ma planu...to znaczy jest - pojechać do centrum Alajueli, usiąść w parku i popatrzeć na to co wokół ;) przy okazji coś zjeść.
Zaczęliśmy od "coś zjeść" wybierającą najbliższą knajpę serwującą tortille po kostarykańsku. Każdy zamówił inny zestaw, a do tego w ramach degustacji 4 różne świeżo przygotowane soki (ananas, papaja, limonka i coś czerwonego, stawiamy na granata, ale pewności nie ma)
1000021623.jpg1000021624.jpg
3 na 4 osoby bardzo zadowolone z wyboru oznacza, że nie będziemy głodować, wręcz przeciwnie! A gdy tylko odeszliśmy od stołu nasze miejsca zostały zajęte przez lokalne łasuchy...
1000021680.jpg
Potem już tylko spacer centrum Alajueli, w Parku Juana Santamaria i General Tomasa Guardia. W tym pierwszym dzieci wybiegały się wokół pomnika bohatera, w tym drugim zachwycaliśmy się florą: drzewa mango, monstery, palmy, araukarie (niesamowice wysokie), sansewierie, sterlicje i mnóstwo innych, których nie potrafię nazwać.
1000021649.jpg1000021628.jpg1000021632.jpg1000021657.jpg1000021643.jpg1000021641.jpg1000021642.jpg
Architektura kolorowa, w samym centrum połączenie stylu kolonialnego z teraźniejszym byle czym...1000021635.jpga9af38d0-bad4-11ee-9fa1-955eaf09e70e.jpg1000021645.jpg
I oczywiście elektryka na wyciągnięcie ręki:
1d236160-babc-11ee-974e-f9e72f843a79.jpg

Została już tylko droga do pensjonatu. Trzeba uważać, bo właczenie lub wyłaczenie z ruchu przez podwójną ciągłą, zastawianie drogi bo trzeba się zatrzymać tu i teraz naprawdę nie jest czymś niezwykłym.
1000021659.jpg

Same drogi - wąskie, kręte, storme, bardzo głębokie rowy przeciwdeszczowe zaczynające się tam, gdzie kończy się asfalt...i doslownie 50 metrów przed pensjonatem na tej wąskiej drodze stoi spychacz. Spychacz! Blokuje drogę, nie przejedziemy. D. rozkłada bezradnie ręce w międzynarodowym gęście " nie da rady". Na co kierowca spychacza wychodzi i pewnym międzynarodowym gestem pokazuje "dajesz, do przodu". I rzeczywiście, nie spadliśmy z drogi, nie zarysowaliśmy samochodu, pełen sukces!!!

Dzień skończyliśmy rzutem oka na panoramę z tarasu przed pokojem, chociaż tak naprawdę jedyne o czym mogliśmy myśleć to łóżko.
O! I jeszcze znaleźliśmy dodatkowego lokatora w pokoju...
1000021661.jpg

Etap 3 zakończony. Jesteśmy i możemy zacząć wakacje!

Posted by Kawki4 16:33 Archived in Costa Rica Comments (0)

Siarka i woda

Wulkan Poas i okolice

overcast 25 °C
View CostaRica 2024 on Kawki4's travel map.

Siarka? Siarka w Kostaryce? Woda to owszem, w końcu tropiki, ale siarka? No tak, siarka w tej czy innej postaci towarzyszyła nam dziś przez cały dzień. Ale po kolei.

Pobudka skoro świt nie jest potrzebna, kiedy mamy 7 godzin przesunięcia. Na długo przed budzikiem wszyscy się obudzili i bezstresowo, od kostarykańskiej kawy i porcji świeżych owoców, rozpoczęliśmy nowy dzień.

Na dziś zaplanowałam trochę tego, czym Kostaryka słynie: wulkany i wodospady.
93d61970-bb6f-11ee-985f-2f3806e56c0c.jpg

Do Parku Narodowego Poas z naszej miejscówki jest około godziny jazdy. Nam zajęło to prawie dwa razy tyle, a to z powodu ciągłych ochów i achów i przystanków na zdjęcia. Droga na wulkan prowadzi na północ, z silnie zurbanizowanej kotliny ze stolicą w środku, w góry pełne plantacji kawy, upraw truskawek i pastwisk. Im wyżej tym roślinność znienia charakter na bardziej górzysty, pojawiły się cisy a nawet sosny, ale ta zieleń, te kwiaty kolorowe rosnące wzdłuż drogi, no i widok na kotlinę...och i ach jak się patrzy!!!

1000021703.jpg1000021706.jpg1000021713.jpg

Wraz z wzrostem wysokości spada temperatura, o czym oczywiście pamiętamy doskonale ze szkoły. Ale jak jesteś w tropikach to może się wydawać, że spadnie do 25? No nie, na wysokości 1745 m.n.p.m. spadła do 15, do tego całkiem spory wiatr...Rześko!
Zanim wdrapaliśmy się na szczyt wulkanu, czy też raczej na krawędź krateru, czekał nas krótki spacer przez las, pełen ogromnych paproci i liści tutejszego łopianu, nazywanego parasolem biedaków.
Liście gunnery insignis (wdzięczna polska nazwa to parzeplin olbrzymi) dorastają do 3 metrów wysokości, a liście nawet do 2 metrów średnicy. My widzieliśmy nieco mniejsze, ale ponad metrowe liści rosły sobie przy drodze jak gdyby nigdy nic.

1000021716.jpg1000021717.jpg
1000021779.jpg

I nagle las się skończył a przed nami tylko skały i chmury.
Krater Poas ma prawie kilometr średnicy, a na jego dnie mieści się jedno z najbardziej zabójczych jezior świata, przepełnione chlorkiem siarki. Wulkan jest aktywny, ostatnia znacząca erupcja (głownie gazów i pyłów) miała miejsce w 2018 roku. Przy punkcie obserwacyjnym jest system alarmowy ostrzegający przed stężeniem gazów w powietrzu, a dodatkowo zbudowane są schrony na wypadek nagłego wyrzutu czegoś większego niż pył.

1000021763.jpg1000021725.jpg

Krater wcale tak często się nie pokazuje, zazwyczaj przykryty jest warstwą chmur...ale jak to głosił napis przy wyjściu: jeśli widziałeś tylko chmury, nie przejmuj się - doświadczyłeś tego, co naturalne w Masywie Centralnym i możesz poczuć się jak tutejsze ptaki, żeglując wśród chmur...

My mogliśmy nacieszyć oczy widokiem pokazujących potęgę naszej planety...

1000021765.jpg1000021768.jpg1000021718.jpg1000021743.jpg

Moglibyśmy tak stać i patrzeć na taniec chmur nad jeziorem w kraterze cały dzień (przynajmniej ja mogłabym), chmury zakrywały i odkrywały żółte jeziorko, a od czasu do czasu widzieliśmy małą eksplozję pyłów...

Ale w końcu zapadła decyzja o odwrocie i pożegnaliśmy wulkan.

Dalsza droga prowadziła przez góry, zakręty 180 stopni, podjazdy i zjazdy, istna karuzela. I nagle WOW....tuz przy drodze nasz pierwszy wodospad w Kostaryce!

1000021798.jpg1000021788.jpg1000022113.jpg1000021789.jpg

Po jeszcze większej ilości zakrętów, wjazdów i zjazdów dojechaliśmy do miejsca, o którym w przewodniku było jedno zdanie. Jedno. Na szczęście znalazlam bloga o Kostaryce i to miejce nazwane było ukrytem skarbem Kostaryki. Catarata del Toro i Niebieskie Wodospady to nasza miejscówka na popołudnie.

W Kostaryce jest bardzo dużo prywatnych terenów chronionych. Wodospad Byka i Niebieskie Wodospady to wlaśnie takie prywatne rezerwaty. Za odpowiednią opłatą wchodzimy i spędzamy tyle czasu ile chcemy.

Na samym wejściu zaatakowały nas kolibry. Są super szybkie, więc zdjeć nie ma ;)
Kilka kroków dalej zobaczyliśmy ten ukryty klejnot: 75m wodospad wpadający do wygasłego krateru. A po ściane krateru zbudowane schody i ścieżka prowadząca na samo dno. Jedno z pieknieszych miejsc na ziemi, jakie widziałam...

1000021818.jpg1000021807.jpg1000021803.jpg1000021817.jpg1000021815.jpg1000021810.jpg1000021802.jpg1000021820.jpg1000021824.jpg1000021828.jpg1000021998.jpg1000021842.jpg1000021822.jpg1000021845.jpg

Zejście było wymagające, ale powrót...ten to wymaga kondycji...
1000022161.jpg

Dalsza część trasy i nagroda dla dzieciaków (bądźmy szczerzy - nie tylko dzieciaków) za trudy podróży i mozolnej wspinaczki z dna krateru to Niebieskie Wodospady.

I tu wracamy do siarki. Niebieskie w nazwie pochodzi od koloru wody. A kolor jest zjawiskiem optycznym - im bardziej świeci słońce tym bardziej niebieska woda. Wszystko to za sprawą siarczanu gliny, którym woda jest nasycona ponad standard dzięki...wulkanowi Poas. I tak zataczamy koło siarki i wody :)

Po przyjemnym spacerze przez pola i łaki, zanurzamy się (dosłownie i w przenośni) w pięknie 3 z 6 Niebieskich Wdospadów: Bliżniakach (Las Gemelas) i Niebieskiej Studni (Pozo Azul).

large_1000021856.jpg1000021850.jpg1000021853.jpg

Woda lodowata, ale zmyła z nas trud Wodospadu Byka, a naturalna ślizgawka na wodospadzie do wspomnienie nie do przehandlowania.

1000021863.jpg1000021870.jpg1000021893.jpg1000021886.jpg1000021875.jpg1000022014.jpg1000021951.jpg1000022023.jpg1000022021.jpg1000022019.jpg

Do hotelu wrócilismy już po zmroku, wymęczenie ale...chcemy więcej!

Posted by Kawki4 12:58 Archived in Costa Rica Comments (0)

To też jest Kostaryka!

Las Mglisty i plantacja kawy

sunny 25 °C
View CostaRica 2024 on Kawki4's travel map.

Rozpoczynamy wcześnie, przed nami dzisiaj do przejechania spory odcinek.

Za oknem kolorowa Kostaryka, zieleń, kwiaty, stragany z owocami. I te widoki...

1000022198.jpg1000022211.jpg1000022209.jpg1000022205.jpg

Niepostrzeżenie jednak krajobraz za oknem się zmienia...coraz mniej kwiatów a więcej wyschniętych traw, zamiast liści i kwiatów, suche gałęzie, zamiast kolorowych ptaków - stada krów.

1000022230.jpg1000022233.jpg

Wspinamy się coraz wyżej i wyżej, widoki są nie do opisania, jedziemy graniani gór, zjazd koła z asfaltu i byłby problem. Chłoniemy widoki. Tylko kierowca, biedny, musi się raczej koncentrować na drodze, bo ta relaksować się nie pozwala. Zwłaszcza gdy na drodze gdzie mieści się półtora auta pojawia się ciężarówka, przed czy za.. Te przed są bezpieczniejsze, ich wada to jednak obniżenie średniej prędności przejazdu z 35km/h do 20 km/h więc trzeba wybrać odpowiednio łagodny zakręt (są szersze) i wyprzedzić... a jak po takim manewrze ktoś bardzo chce zrobić zdjęcie, i ta sama ciężarówko znowu jedzie w swym tempie przed, a nie za nami... no cóż, wakacyjny chill ;)

1000022236.jpg1000022244.jpg1000022246.jpg1000022242.jpg1000022247.jpg1000022239.jpg

Wraz z wzrostem wysokości i kolejnymi kilometrami zakrętów, spada temperatura (z 30 do 19), zmienia się krajobraz (wraca zieleń) i...znika asfalt. Najpierw coś tam jeszcze zostało, więcej dziur niż asfaltu, potem już tylko żwir i glina...Pierwszy raz włączamy 4x4.
1000022252.jpg1000022253.jpg

Dojeżdżamy w końcu do Santa Elena Bosque Nuboso, czyli górskiego lasu mglistego. Jest chłodno (stostunkowo), mgliście i bardzo mokro.

Przed nami kilka godzin spaceru po lesie. Tak po prostu. Las mglisty jest niesamowitym ekosystemem, kipiącym zielenią, rośliny rosną jedne na drugich, a wśród tego wszystkiego bogactwo kwiatów i zwierząt... Co prawda wszędzie ostrzegają, żeby się nie nastawiać, bo w tej gęstwinie i mgle niewiele widać.

Trochę jakbyśmy weszli do krainy dinozaurów, wszędzie pełno paproci drzewiastych, wysokie drzewa obrośnięte mchem i innymi roślinami, które dobrze znamy z doniczek...
1000022263.jpg1000022261.jpg1000022402.jpg1000022304.jpg1000022305.jpg1000022287.jpg1000022262.jpg1000022272.jpg1000022269.jpg1000022311.jpg1000022273.jpg1000022281.jpg1000022283.jpg1000022293.jpg1000022298.jpg1000022292.jpg1000022399.jpg

Z czasem zniknęła mgła, zrobiło się ciepło, a dostrzegliśmy nawet jakiś ruch wśród liści i na ścieżce...

1000022436.jpg1000022430.jpg1000022266.jpg
1000022286.jpg

Kolejne miejsce, w ktorym spodziewałam się mgły, deszczu, a tymczasem wynagrodzeni zostaliśmy słońcem i widokiem.

Z lasu mglistego zjeżdżamy na drugą stronę miasteczka, na plantację kawy i trzciny cukrowej. Czeka nas spacer po plantacji i szybki pokaz produkcji finalnego produktu (w gratisie mamy jeszcze kakao, które co prawda nie rośnie w tej okolicy (jest za zimno) ale firma zajmuje się też uprawą kakao w innej części Kostaryki.

Prowadzący zabawiał grupę opowieściami, hasłem przewodnim było "oh, sooo happy" bo któż z nas nie lubi słodkości, czekolady czy kawy... a my poznaliśmy smak wyciśniętego soku z trzciny (rękami Karola) czekolady po aztecku (wymieszanej przeze mnie) czy sekretnej miodowej kawy...

1000022354.jpg1000022323.jpg1000022333.jpg1000022324.jpg1000022350.jpg1000022328.jpg1000022325.jpg1000022356.jpg1000022348.jpg1000022345.jpg

Zaopatrzeni w próbkę kawy, którą przywołamy wspomnienia po powrocie do domu, w kroplach deszczu, pod tęczą i w promieniach zachodzącego słońca jedziemy do kolejnej miejscówki...

1000022364.jpg
1000022378.jpg1000022370.jpg1000022382.jpg

Byłoby romatycznie, tylko te dziury w drodze...

PS1. Dzisiaj Olaf postanowił przyłączyć się do wycieczki
1000022359.jpg1000022288.jpg1000022259.jpg

PS2. Specjalnie dla Adama: upolowaliśmy pierwszego kostaryka. Okazuje się, że kostaryki mają niebieskie dzioby! Ten ktoregi dostrzegliśmy nieźle się maskuje, ale jak dobrze się przyjrzeć, to go widać:
1000022296.jpg

Posted by Kawki4 14:03 Archived in Costa Rica Comments (0)

(Entries 1 - 5 of 21) Page [1] 2 3 4 5 » Next